piątek, 25 maja 2012

Rozdział 15

  - Znam Eve od dziecka...
  - Przecież mówiłeś... - odezwał się Nathan, ale nie było mu dane skończyć.
  - Zamknij się, Nath! - skarcił go Tom.
  - Jay musi nam wszystko wyjaśnić – powiedział Siva.
  - Już w szkole podstawowej – kontynuował mężczyzna. - potrafiła pokazać pazurek, ale i tak się przyjaźniliśmy. Nasze rodziny znały się od dawna, więc razem jeździliśmy na wakacje i tak dalej. Kiedy byliśmy w szkole średniej zacząłem sobie podśpiewywać, a ona pewnego razu to usłyszała. Mówiła, że muszę nagrać płytę i tak dalej, a ona i jej ojciec mi w tym pomogą. Miałem okropną tremę, kiedy występowałem przed publicznością, więc, za każdym razem, kiedy pojawiała się ta propozycja, odmawiałem stanowczo. Ciągnęło się to przez dwa lata. Potem założyliśmy zespół, potrzebne były pieniądze i producent muzyczny. Jej ojciec ma firmę producentką, więc nic nie stało na przeszkodzie, ale zażądał tego, abym związał się z nią. Wcale jej nie kochałem, ale zgodziłem się.
  - To Carlos jest jej ojcem?! - wybuchnął jednocześnie Tom, Nathan i Max, a ja dalej nie odrywałam wzroku od niebieskookiego. On na serio kochał ten zespół, a chłopaki byli dla niego ważni.
  - Prosiła żebym o tym nie mówił, więc nie powiedziałem – wzruszył ramionami. - Myślałem, że ją polubicie, a ja, że pokocham, ale nic z tego nie wyszło. Zaczęliście się kłócić, a ja pomału zaczynałem dostawać szału. Nie chciałem żebyśmy się rozpadli, już na początku, ale Carlos nie zgodziłby się na to, że mógłbym ją zostawić.
  - A to menda – burknął pod nosem Nathan.
  - Już w końcu nie wytrzymałem i przedstawiłem Carlosowi sytuację. Myślałem, że się na mnie wkurzy, ale o dziwo nie. W tym samym dniu powiedziałem Evie, żeby się wynosiła, powiedziała tylko, że się zemści. Nie wracała, więc pomyślałem, że dała sobie spokój i się odczepi...
  - No to źle myślałeś! - wybuchnął nagle Siva i do niego podszedł, a wszyscy uważnie spojrzeli na niego  - Co ty sobie w ogóle myślałeś, co?! Pomyślałeś o mnie i chłopakach?! Przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic, a już szczególnie się nie okłamują!
  - Myślisz, że było mi łatwo?! - wybuchnął tamten. - Codziennie chciałem wam powiedzieć, ale bałem się waszej reakcji! - wszyscy bacznie obserwowaliśmy dwóch kłócących się mężczyzn. Czas to przerwać, bo zaraz się pobiją.
  - Ej, chłopaki! Dajce spo... - nie było dane mi skończyć; przerwał mi Siva.
  - Właśnie! A co by było, gdyby Liz pojawiła się wcześniej?! - wskazał ręką na mnie, a ja cierpliwie czekałam, co powie dalej. -  To, co byś jej powiedział?! „Sorry, kocham cię, ale wiąże mnie układ z ojcem takiej jednej wariatki, z którą nie mogę się rozstać”?! - wszyscy patrzeli w osłupieniu na wydzierającego się chłopaka. - Myślisz w ogóle?! Jak widać, nie! - wyszedł trzaskając frontowymi drzwiami.
  Wszyscy byli w niezłym szoku, widząc reakcję Sivy. Zamiast patrzeć na Jaya, gapiłam się w podłogę. Na miejscu niebieskookiego pewnie postąpiłabym tak samo... Czułam, że muszę zapalić, bo mnie nosi, tylko dlaczego? Byłam zazdrosna o dziewczynę, do której nic nie czuł, ale był powiązany „układem”? Sama nie znałam odpowiedzi. A do tego wypowiedziane przez Sivę słowa „Sorry, kocham cię, ale...”.
  - Co mu się stało? - zapytał Tom. - Pierwszy raz go takiego widzę.
  - Macie tu jakieś fajki? - zapytałam.
  Max poszedł do kuchni i przyniósł całą paczkę.
  - Trzymaj – poczęstował mnie papierosem, a nawet odpalił go. - Czemu nam nic nie powiedziałeś, tylko wciskałeś jakieś kity? - zwrócił się do Jaya, a ja się zaciągnęłam. - Nie lepiej od razu było powiedzieć prawdę?
  Chłopak wzruszył tylko ramionami i spojrzał na swoje sznurówki. Zupełnie jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku.
  - Okłamałeś nas! - odezwał się Nathan, tak jakby dopiero teraz do niego to wszystko dotarło.
  - Przepraszam... - westchnął tylko.
  - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – stwierdził Tom. - Stało się, czasu nie cofniemy. Teraz trzeba znaleźć tego oszołoma i wymyślić, co będzie dalej. Ten pieprzony artykuł nie może ujrzeć światła dziennego.
  - Na dodatek większość wyssana jest z palca – zauważyłam.
  - Ale, jak to zrobić? - zastanawiał się Max. - Ma ktoś jakiś pomysł? - rozłożył ręce. Nikt nie znał odpowiedzi na postawione pytanie. - Dała ci jakiś czas do namysłu? - zwrócił się do Jaya.
  - Mamy dwa dni.
  - Ona naprawdę ma coś z głową – powiedziała Emma, która milczała przez pewien czas, obserwując tylko przebieg sytuacji.
  - Wiemy to nie od dzisiaj, Em.
  - Zostawmy to na razie – powiedział Tom. - Najpierw trzeba poszukać Sivy.
  - Zrobimy tak: ja pójdę sam. Tom z Vicki, Nathan z Emmą, a Liz z Jayem, ruszajmy – oznajmił Max.
  Z niebieskookim wyszliśmy na końcu. Czułam się nieręcznie, kiedy znaleźliśmy się już na ulicy. Lampy oświetlały ulicę, a po chodnikach spacerowali ludzie. Serce, ponownie waliło mi jak szalone.
  Szliśmy blisko siebie i milczeliśmy przez jakąś minutę.
  - Też uważasz, że źle zrobiłem? - zapytał.
  - Ja pewnie zrobiłam tak samo. Chłopaki są wściekli, ale przejdzie im – spojrzałam na jego twarz, która była smutna.
  - Mam nadzieję – westchnął.
  - Nie wiesz, gdzie mógł pójść Siva? - spytałam.
  - Myślę, że wiem - Wziął mnie za rękę, co bardzo mi się spodobało i mimowolnie się uśmiechnęłam.
  - Więc chodźmy.
  Zaczęliśmy biec, a raczej to Jay biegł, a mnie ciągnął za sobą. Musiało to śmiesznie wyglądać.
  - W ogóle nie masz formy!
  - Wiem! - odkrzyknęłam, a on jeszcze mocniej ścisnął moją dłoń.
  - Mam pomysł!
  Zatrzymał się i nie patrząc na nic, wziął mnie na ręce, co wywołało u mnie głośny śmiech.
  - Co ty robisz?! - spytałam dalej się śmiejąc. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa.
  - Biegnę? - ruszył z miejsca, a mnie zaczęło kołysać. Wybuchnęłam śmiechem, a kilku przechodniów popatrzyło na nas dziwnie.
  - Ludzie się gapią – powiedziałam.
  - A niech się gapią – błysnął białymi zębami, a ja poczułam, że but zsunął mi się z nogi.
  - Jay...?
  - Tak? - spojrzał na mnie.
  - But mi zleciał z nogi – chłopak zatrzymał się i wybuchnął śmiechem, a ja razem z nim.
  Nagle podszedł do nas starszy mężczyzna. Na głowie nie miał już prawie żadnych włosów, a te co pozostały były siwe. Uśmiechał się przyjaźnie i spojrzał najpierw na Jaya, później na mnie, aż wreszcie objął nas dwoje swoim wzrokiem.
  - Znalazłem... – uniósł do góry mój but.
  - Dziękuję – wzięłam go od niego i położyłam na brzuchu. - Mógłby pan podać mi jeszcze drugi...?  - spytałam cała czerwona.
  - Oczywiście – kilka sekund później drugi but leżał już koło drugiego. Miałam nadzieję, że teraz już ich nie zgubię. - Masz bardzo ładną narzeczoną, chłopcze. - popatrzyłam na mężczyznę uważnie. Przecież my nawet nie byliśmy ze sobą, a co dopiero narzeczonymi.
  - My nie... - zaczął Jay.
  - Miłość kwitnie – stwierdził starszy pan, przerywając mu. - Nie pozwólcie, żeby ktoś to zniszczył. - powiedziawszy to uśmiechnął się jeszcze raz i odszedł.
  - Sympatyczny – stwierdził niebieskooki i, teraz już wolnym krokiem, ruszyliśmy przed siebie.
  - Taa... -  westchnęłam, a w mojej głowie wciąż krążyły słowa starszego mężczyzny. „Ładną narzeczoną...”
  Usłyszałam muzyczkę, która oznaczała, że do Jaya ktoś dzwoni. Postawił mnie na nogach i odebrał.
  - Co jest Max? - spytał, a ja zaczęłam ubierać buty. - Nie, ale chyba wiem, gdzie może być... Okej, zadzwonimy – rozłączył się i schował telefon do kieszeni. - Chodź, to już niedaleko – wyciągnął dłoń, którą z chęcią ujęłam. Po kilku krokach skręciliśmy w prawo.
  - Gdzie idziemy? - zapytałam.
  - Za jakieś pięćdziesiąt metrów jest las, w którym Siva lubi przesiadywać. Może tam go znajdziemy.
  - Miejmy nadzieję – westchnęłam. - Ładna noc – powiedziałam, patrząc na rozgwieżdżone niebo i księżyc, któremu już tylko trzech nocy brakowało, by być w pełni.
  - Niezbyt zwracam uwagę na niebo, ale nie mogę się nie zgodzić. Jest pięknie.
  - Meg interesowała się niebem – uśmiechnęłam się na wspomnienia tych wszystkich nocy. - Pamiętam, jak obserwowałyśmy spadające gwiazdy. Siedziałyśmy na kocu na naszym wzgórzu i patrzyłyśmy w niebo. Opowiadałyśmy o swoich marzeniach, snach.
  - Brakuje ci jej, prawda?
  - Brakuje – westchnęłam. - Była jedyną osobą, której mogłam powiedzieć wszystko, a w taki sposób ją zostawiłam. - było mi głupio. Dziewczyna tyle razy mi pomagała, a ja jej tak się odwdzięczyłam. Nie byłam prawdziwą przyjaciółką.
  - To napisz do niej list, albo po prostu zadzwoń.
  Nie raz łapałam za telefon i wybierałam numer Meg, albo chwytałam długopis i kreśliłam jakieś słowa, które później okazały się do kitu.
  - To nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. - po moich słowach zatrzymaliśmy się.
  - Kiedyś do niej zadzwonisz – uśmiechnął się ciepło. - A teraz chodźmy znaleźć mojego najlepszego przyjaciela.
  Weszliśmy do lasu. Pod stopami czułam miękkie podłoże i bałam, że zaraz się wywrócę. Na szczęście Jay trzymał moją rękę mocno i pewnie.
  - Siva! - krzyknął chłopak. Cisza. - Siva! Nie wydurniaj się! - zmrużyłam oczy, lecz dalej żadna postać nie rzuciła mi się w oczy.
  - Siva! - teraz krzyknęłam ja, lecz dalej cisza.
  - Chyba go widzę! - krzyknął niebieskooki i zaczął biec ciągnąc mnie za sobą. Gdybym wiedziała, że będę ganiać po lesie o jedenastej w nocy, wzięłabym baleriny, a nie szpilki.
  - Gdzie ty tutaj coś widzisz? - spytałam, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Nagle chłopak się zatrzymał.
  - Wiedziałem, że cię tu znajdę – powiedział, a ja zauważyłam Sivę. Siedział pod drzewem i patrzył na księżyc. - Możemy pogadać?
  - O czym ty chcesz gadać? - odwrócił głowę w naszą stronę.
  - To ja poczekam na skraju lasu – puściłam rękę Jaya i zaczęłam odchodzić.
  Dwa razy mało co się nie wywróciłam, ale na szczęście łapałam się gałęzi drzew. Po chwili byłam już na skraju lasu i patrzyłam w niebo. Dziwnie się czułam. Jakby ktoś mnie obserwował. Skrzyżowałam ręce na piersi. Nie było już tak ciepło, jak szliśmy tutaj.
  Poczułam zapach męskich perfum. Skądś znałam ten zapach, lecz nie potrafiłam sobie przypomnieć skąd. Jay miał na pewno inne.
  Nie zdążyłam się odwrócić i zobaczyć kto to, bo coś uderzyło mnie w tył głowy. Upadłam i wszystko widziałam przez mgłę. Mój powieki stawały się coraz cięższe i przed ich zamknięciem ujrzałam roześmianą twarz Jaya, a potem nic nie czułam i nie słyszałam, ogarnęłam mnie nicość...

_________________________
Wszystkim zwariowanego weekendu życzę.! ;D

3 komentarze:

  1. O kurde, co się stało?!
    W takim momencie się nie kończy!
    To grzech! xd
    Błagam cię na kolanach na łokciach i na wszystkim co tylko możliwe, dodaj szybko kolejny rozdział! :*
    Proszę! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, jeśli masz ochotę zajrzeć:
    http://teczowkiaderi.blogspot.com/

    przerzucam się z chomika na bloga :)

    OdpowiedzUsuń